Poniedziałek 16 I 17

Przeżyłam okrutny weekend, dawno nie sponiewierało mnie tak przeziębienie. Telepałam się jak epileptyk, wyłam jak opętana i pociłam jak naprawdę nie wiem kto. Dziś miałam iść już na zajęcia, ale dalej czułam się niewyraźnie (ostatnio na złość nie potrafię zasnąć właśnie w te wieczory kiedy jestem wcześnie gotowa do łóżka i wyjątkowo zmęczona). W każdym razie zamiast zajęć dokończyłam esej, w nagrodę pooglądałam trochę dziwactw papy Franku, a teraz czytam sobie rzeczy na egzamin z literatury klasycznej w środę. Rozmawiałam chwilę z J ale w tym momencie leży już i chrapie, a ja jak na stalkera przystało nie rozłączam się, tylko robię sobie z tego bgm do nauki. Mimo wszystko przyjemnie jest pospędzać czas w taki sposób; on sobie śpi, ja sobie robię notatki, ale można się poczuć bliżej siebie. Jestem zadowolona.

Środa 11 I 2017

Moje złe samopoczucie osiągnęło apogeum w nocy, nie zmrużyłam oka do 4 rano. Dodatkowo spotęgowała go moja frustracja wynikająca z faktu, że o 22 leżałam już w łóżku z postanowieniem wyspania się. Po drugiej zrezygnowana zasięgnęłam pomocnej dłoni swojego odwiecznego powiernika, pomarudziłam i poszłam spać kiedy trochę się uspokoiłam. Dzień jednak nie był wiele lepszy niż noc. Przez cały czas zajęć musiałam aktywnie odpędzać natrętne myśli, co kosztowało mnie wiele wysiłku, ale chyba zostało mi to wynagrodzone – mimo, że bezczelnie wykorzystałam DG żeby dać upust swoim wynurzeniom, w zamian dostałam trochę konstruktywnych rad i nadziei. Czując się trochę pewniej ze wszystkim siadłam (chociaż przy znieczuleniu winem) do eseju, niestety przez 2 godziny nie posunęłam go o wiele do przodu (1/3 strony to troszkę wstyd); większość czasu spędziłam dopracowując napisane już akapity. Chociaż powoli już chyba wiem, gdzie chcę dalej iść z tym tekstem, więc nie jest tak znowu beznadziejnie. Jakoś przebrnę, chciałabym do weekendu mieć to z głowy i zająć się już licencjatem. Ogarnąć muszę także literaturę klasyczną, na nią też trzeba będzie coś napisać.

2017 zejdzie mi chyba na pisaniu rzeczy. Szkoda tylko, że wcześniej nie postarałam się o nabranie wprawy.