Night scribbles

I’ve been having a truly crappy day. Several times I thought I found the thing to make it go away for good but the shit mood and anxiety always came back. It’s 2am now and I’m still up cramming for exams. I feel drained, not so much physically as emotionally. Anyhow, I am relatively stable compared to the rest of the day, hence I made my mind up to keep studying despite the late hour, since I’m at least able to focus on it to a satisfactory extent.

It sounds like a completely I’m-a-total-pussy approach and I do feel like one, trying to make myself being all collected and reasonable, but it just doesn’t work today. So I might as well just accept it and let it all out.

Well anyway, to put it shortly, many things keep bugging me, but that’s nothing new. Bright side is I just need to survive the next 6 days of hell and then I can honestly say fuck you to everything in the world and just chill, even though it’s just for a little while.

Advertisements

Wtorek 10 I 2017

Nie chce mi się dziś kombinować ładnych zwrotów po angielsku ani po żadnemu, więc krótko i rzeczowo:
właśnie skończyłam tłumaczyć Mandarynki, jestem kontenta. Zrobię na jutro jeszcze kandzie i chyba tyle z mojej produktywności. Bardzo śpiąco i leniwie mi dzisiaj, ale walczę. Eseju mam już tak 1/3+. Tylko tego pierwszego rozdziału licencjatu nie widzę. 5-10 stron? Będzie ciężko. Do tego porządnie nauczyć się na sesję. Ratunku! Cały semestr coś robiłam, a nic nie zrobiłam. Może oprócz znaków ogarnę dziś trochę gramatyki. Bardzo mam ochotę rzucić wszystko i iść spać. I żeby ktoś mi zrobił herbatkę. I poszedł za mnie do sklepu. Umył za mnie naczynia.

Tragiczna obserwacja: od miesięcy uwijam się codziennie i robię wszystko “jak należy”, nie odkładając na potem, w nadziei, że jak wejdzie mi to w nawyk, przyzwyczaję się i przestanie być to wszystko takie bolesne. Ale jakoś nie wchodzi. Chyba czas pogodzić się z tym, że to jest i pozostanie trudne i męczące. Przynajmniej zostaję z w miarę nienaruszonym sumieniem na wypadek, gdyby kiedyś miało mi się przydać.

Haha, miało być krótko i rzeczowo! Dla mnie chyba nie ma nadziei.

Picked up by the flow

First thing, I think I’ll be writing this diary in English for some extra language practice. There’s also one more reason why I think this is cool; delving into your thoughts, and so on, in a language you’re not native to, is a pretty uncanny experience. Makes me feel dissociated from my own own feelings in a way. As if there were a thin film between me and reality. Ah, I’m finding it really hard to explain. But this is the very reason I’m taking up this little challenge, right? To be able to better explain what I mean. It could be useful in developing some distance and objectivity as well. And if that doesn’t work, it will still help me learn to verbalize my thoughts more clearly. Not that I don’t have problems with that in my native tongue, but my English definitely needs more attention.

Anyway, back to my very-serious-intimate-self-discovering-and-recording-my-life-events process. Oh boy, I’m so into it!

Seriously now, though. Winter has been slow and very counter-productive for me, but recently things have gained some momentum. Went out, did some socializing with my roommates and random people, made some friends (why does that always happen only months before I’m about to move away from where I happen to live at the moment?). Managed to get some motivation to get on with my coursework and I’m on a reading spree right now. It feels really good. At such times I really see myself doing a PhD and being that hooked-up-on research bookworm type. At other times nothing seems appealing and I’m just fine with sleeping all day. This is the worrying part. But now I feel like I’ve been picked up by the flow, so I’ll do my best to go with it and not lose the momentum.

Luck.

PS.I think it’s worth mentioning that it’s extremely freezing outside (-14C at the moment and is expected to further drop to -21C!). There’s also plenty of snow lying around. I hadn’t expected a winter so strong this year, so I’m pretty excited about it. I’ll try to upload some pictures later. Hopefully my camera will work in the cold!

Pisać jednak muszę

Muszę pisać, nie ma dla mnie innego zbawienia niż pisanie.

Tylko który to ja już raz zaczynam od nowa ze słomianym zapałem?  Szybko ulatuje ze mnie motywacja. A pisać potrzebuję, chociażby było to w przykry sposób mierne, albo nawet niech będzie to kompletna bezwstydna grafomania. Muszę znaleźć ujście dla tych kłębiących się myśli, nie ważne jak głupie, nieprzemyślanie i naiwne by nie były. Żywię cichą nadzieję, że systematyczne ich spisywanie pomoże mi je uporządkować, może nawet od tego zmądrzeję. No nic, jestem anonimowa w internetach, nie ma czego się bać. Przed samym sobą nie ma co się wstydzić. Muszę tylko ograniczyć się objętościowo by mnie to pisanie tak nie męczyło.

Skoro jużem postawiła sobie cel, zidentyfikowała przyczynę i wybrała środki, to niech coś ze mnie spłynie.

Dzisiaj to głównie frustracja, a patrząc głębiej: strach, strach wynikający z niepewności, braku planu i marnowania czasu. Dół znajomej mi sinusoidy. Akurat do lutego przydałoby mi się pobyć na górze, ale stres nie sprzyja mojej produktywności. Moja prokrastynacja dołożyła się do tego w takim samym stopniu jak wszystkie przeciwności losu, które miały mi być motywacją, a stały się usprawiedliwieniami. Pomijając wymienianie każdego z nich, jestem zwyczajnie strasznie zmęczona i bardzo nie mam siły. Zaczyna mi to wszystko być mocno obojętne, mimo, że zależało mi na tym mocno i chcę, by dalej mi zależało. Trudno mi ubrać to jeszcze w słowa, ale nazwę to roboczo kryzysem wartości. Wiadomo, normalka w tym wieku, i tak dalej, problem raczej w tym, że nie mogę sobie na to teraz pozwolić, no nie mam na to 余裕.

W każdym razie, wystarczająco już dziś wylałam. Będę tu wracać i rzucać takimi kłębkami wypływającymi na powierzchnie bagienka zwanego moim umysłem. W mniej lub bardziej chaotyczny sposób, mniej lub bardziej się rozpisując. Byle często, żeby zrobić z tego nawyk.