Środa 11 I 2017

Moje złe samopoczucie osiągnęło apogeum w nocy, nie zmrużyłam oka do 4 rano. Dodatkowo spotęgowała go moja frustracja wynikająca z faktu, że o 22 leżałam już w łóżku z postanowieniem wyspania się. Po drugiej zrezygnowana zasięgnęłam pomocnej dłoni swojego odwiecznego powiernika, pomarudziłam i poszłam spać kiedy trochę się uspokoiłam. Dzień jednak nie był wiele lepszy niż noc. Przez cały czas zajęć musiałam aktywnie odpędzać natrętne myśli, co kosztowało mnie wiele wysiłku, ale chyba zostało mi to wynagrodzone – mimo, że bezczelnie wykorzystałam DG żeby dać upust swoim wynurzeniom, w zamian dostałam trochę konstruktywnych rad i nadziei. Czując się trochę pewniej ze wszystkim siadłam (chociaż przy znieczuleniu winem) do eseju, niestety przez 2 godziny nie posunęłam go o wiele do przodu (1/3 strony to troszkę wstyd); większość czasu spędziłam dopracowując napisane już akapity. Chociaż powoli już chyba wiem, gdzie chcę dalej iść z tym tekstem, więc nie jest tak znowu beznadziejnie. Jakoś przebrnę, chciałabym do weekendu mieć to z głowy i zająć się już licencjatem. Ogarnąć muszę także literaturę klasyczną, na nią też trzeba będzie coś napisać.

2017 zejdzie mi chyba na pisaniu rzeczy. Szkoda tylko, że wcześniej nie postarałam się o nabranie wprawy.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s